Siła fizyczna to na początku najmniejszy problem.

Jestem kobietą.

Decyzja o tym, że chcę jakoś związać ze strażą swoje życie to tylko i wyłącznie moja decyzja. To musiała być moja decyzja, bo kobiet do straży nikt nie ciągnie. Żeby wykonać tak odważny krok musiałam wzmocnić swoje poczucie wartości, wiarę w siebie, optymizm, silną wolę. Wiele osób mówiło/mówi mi, że kobieta się nie nadaje. Bo jesteśmy takie słabe, nieporadne. Bo jak taka szczupła osóbka poradzi sobie, gdy obok potężni koledzy, którzy gdyby tylko chcieli mogliby mnie – fizycznie – wypchnąć z jednostki.

Mięśnie to nie wszystko, a ludzie są różni.

Niespodzianka -  mięśnie to nie wszystko. Najpierw trzeba odepchnąć od siebie ludzi i myśli, które są przeciwko nam. Na początku tej drogi musisz znieść docinki, krzywe spojrzenia innych. Musisz znosić to, że na zawody jedzie kolega, a nie ty. Bo nikt nie wierzy w to, że wyniesiesz nieprzytomną osobę z płonącego budynku, bo nie miałaś gdzie ani kiedy się wykazać. Bo jesteś tylko opcją gdyby ktoś inny zawiódł. Dopóki się nie wybijesz z tego początkowego stanu możesz czuć, że jesteś tam niepotrzebna, możesz czuć się niespecjalnie lubiana. Możesz wymyślać w nocy niezliczone ilości scenariuszy tego jak, kto i dlaczego akurat w taki sposób cię traktuje. Ale bądź silna. Niedługo to minie, a ty cierpliwie rób swoje. Ćwicz, biegaj, interesuj się tym. Bo możliwe, że masz większe ambicje niż oni. A gdy zobaczą, że można na Tobie polegać, że jesteś z nimi równa, a może nawet w niektórych rzeczach ponad nimi, to to że mogą ci pomóc będzie dla nich czymś wyjątkowym. Będą dumni z powodu takiej koleżanki. Jest wielu strażaków, którzy patrzą na koleżanki w mundurze przychylnym okiem. Są też tacy, którzy będą śmiali ci się w twarz, ale chyba tylko z zazdrości. Bo osiągasz coś czego oni nie mogą.

Jedna wielka rodzina.

Chłopaki z mojej jednostki są dla mnie jak bracia. Pomogą gdy trzeba, tłumaczyli jak włączyć motopompę, byli pod wrażeniem moich pierwszych sukcesów. Wiem, że do niektórych mogłabym zwrócić się z jakimś ważnym problemem. Koledzy z zaprzyjaźnionych jednostek – w większości, traktują mnie jak kolegę. I bardzo się z tego cieszę. Długo o to walczyłam. Mimo sytuacji, gdy ja podaję komuś rękę, a on przybija mi żółwika :P jest bardzo miło. Aktualnie większość mojej znajomych to strażacy i ratownicy medyczni. Głównie faceci. Ale ja od zawsze taka byłam, wolałam bawić się z chłopcami.

Moje przeżycia.

Na początku jak wszędzie, było trudno. Im przekonać się do dziewczyny w swoim towarzystwie i mi, do tego że z tymi ludźmi będę teraz spędzała trochę czasu. Szczerze? Ufam im bardziej niż koleżankom. Kolega w rocie jest obdarzany takim zaufaniem, jakim sama nie umiałabym obdarzyć siebie. Rozumiem się z nim mimo dymu, aparatu, szoku i temperatury. Teraz już jest w miarę dobrze. Coraz lepiej. Każde ćwiczenia, spotkania – przybliżają nas do siebie w jakiś sposób. Śmiejemy się, dzielimy jedzeniem, wszyscy pijemy z jednej butelki. Udzielamy sobie porad, na różne tematy.

 

Strażacka brać to coś pięknego. Przetrwałam początki. Teraz będzie już tylko lepiej. Moi kochani, życzę powodzenia w swoich jednostkach i serdecznie pozdrawiam. Dh. Firewoman